Jak zamierzasz na niego wpaść? Zresztą to będzie troszkę dziwne jak zaczniesz go tu komplementować.. Znam za to jeden sprawdzony sposób :) On sobie idzie, a Ty go zaczepiasz i pytasz się o godzinę (pewnie wyciągnie telefon) i Ty wtedy mówisz: o, mój kolega ma taki sam, myślałam, żeby sobie taki kupić, ale no właśnie, jaki on ma aparat? itp. potem się w końcu przedstawiasz i
Mam problem... :( Na początku roku szkolnego zakochałam się w pewnym chłopaku i on się o tym dowiedział. Nie wiem, co do mnie czuł... Wiem tylko, że na niektórych przerwach przychodził i chichotał z kolegami... Chyba mnie olał. Gdy już sobie odpuściłam, zakolegowaliśmy się i było między nami bardzo dobrze. Poszłam do niego na pewną imprezę i tam tańczyłam z nim, przytulał mnie itd. Nie czułam do niego już tego, co wcześniej, ale nadal mi się podobał. W grudniu napisał do mnie kolega z klasy - jego przyjaciel, o tym, że ten mój boski (bo nie wiem, jak go inaczej nazwać) się we mnie buja i bardzo chce, żebym przyszła na sylwestra, którego organizują. Ja się bardzo ucieszyłam. Pisałam z nim potem i wszystko układało się po mojej myśli. Niestety - Sylwek okazał się klapą ;/ Na początku wszystko zapowiadało się dobrze. Przyszły nowe dziewczyny, poznałyśmy się z nimi. Z moim boskim prawie w ogóle nie rozmawiałam (może raz czy dwa się do mnie uśmiechnął). Byłam jeszcze zazdrosna, bo wśród nowych dziewczyn była jego była laska :( W miarę gdy Sylwek się rozkręcił, dziewczyny poszły i zostałyśmy z nimi same (jeszcze było kilku chłopaków). Posiedziałyśmy z nimi godzinę. Żartowaliśmy, śmialiśmy się i było nawet fajnie, ale wybiła 22, a oni nam oznajmili, że idą do tamtych lasek! - "bo za mało osób przyszło". Zdenerwowałam się, myślałam, że oni sobie żartują, ale to była prawda. Co prawda chłopak, w którego domu była impreza zabujał się w jednej z tych dziewczyn i to nie boski ani nie jego przyjaciel decydowali... mimo to byłam śmiertelnie zdenerwowana... Do tego boski nawet nie przeprosił. Jedynie ten jego przyjaciel (nasz kolega z klasy). Zapytałam go zdesperowana, po co mówi mi, że boski się we mnie buja, jak ten ani do mnie nie zagada, ani nie poprosi do tańca, ani nic?! Wtedy on odpowiedział mi, że boski się wstydzi i że buja się we mnie na pewno, bo mu tak powiedział... Dodał jeszcze, że on wcale nie chodził z tą dziewczyną, która była na imprezce. To wszystko było dla mnie ciosem. Poszłam po prostu, płacząc. Ludzie wychodzili z domów, a my (ja i moja przyjaciółka) wracałyśmy :( Nie mam pojęcia, co mam teraz zrobić... Jak się zachować... I jak mam odebrać zachowanie boskiego. Czy on się we mnie naprawdę zabujał? A jak nie, to co on czuje? Bo ja po prostu już się pogubiłam :( Proszę o odpowiedzi na te wszystkie pytania...:( KOBIETA ponad rok temu Pierwsze wrażenie Czasem wiele starsi i doświadczeni mężczyźni tracą głowę, jeśli w pobliżu są ładne dziewczyny. Wszelkie dziwności potraktowałbym na Twoim miejscu jako dobrą monetę, ale pamiętaj, że jeśli chcesz, by chłopak się do Ciebie zbliżył, to musisz mu na to pozwolić, a nie złościć się i płakać za każdym razem, gdy zrobi coś nie po Twojej myśli. 0 Nasi lekarze odpowiedzieli już na kilka podobnych pytań innych znajdziesz do nich odnośniki: Jak mam to odebrać? – odpowiada Lek. Łukasz Dubielecki Jak można pomóc opisanej dziewczynie, która była ofiarą w klasie? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek Co zrobić, by się w nim nie zakochać? – odpowiada Mgr Joanna Żur-Teper Koledzy ze szkoły stosują wobec mnie przemoc - jak powinienem zareagować? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek Bezradność i chłopak. Co mam zrobić? – odpowiada Paulina Witek Ciągła krytyka, myśli samobójcze - jak to zmienić? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek Nowa szkoła, niezgrani ludzie - zostać, czy się przepisać? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek Jak przestać o Nim myśleć, jak zapomnieć? – odpowiada Mgr Joanna Żur-Teper Zakochałam się, ale nie mam z nim kontaktu – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Co mam zrobić? Jak się przed nim obronić? – odpowiada Mgr Joanna Żur-Teper artykuły
Jestem w 6mies ciąży mies temu dowiedziałam się ze mój chłopak był na basenie z była zona zrobiłam mu awanturę o to co zresztą było nie prawda. Od tego czasu widziałam się z nim raz bo zaprosił mnie na basen.

fot. Adobe Stock Tylko raz wydusił z siebie, że mnie kocha. Przy oświadczynach. I zabrzmiało to jakby recytował wykutą na blachę lekcję. Ja go bardzo kochałam, był porządnym chłopakiem z górniczej rodziny. Troszczył się o rodziców i był mi wierny. Ale czasami miałam wrażenie, że dla niego miłość to jakieś słowo wymyślone przez nawiedzonych poetów. Był szorstki w obyciu, nie znosił, kiedy okazywałam słabość. Raz moja siostrzenica, którą się opiekowaliśmy przez weekend, spadła z roweru i bardzo płakała. – Przestań beczeć, to tylko potęguje ból – powiedział do niej, stawiając rower. – Nie umrzesz od tego. Przeżyłam to bardziej niż Ania. Dotarło do mnie, że wyszłam za faceta, który może i był porządny, ale też kompletnie pozbawiony wrażliwości. Mieliśmy za dużo problemów, żebym się nad sobą użalała. Nie mogłam znaleźć pracy, a Eryk harował po dwanaście godzin. Nie oczekiwałam, że będzie mnie pocieszał, bo po raz kolejny nie przeszłam rozmowy albo współczuł mi, gdy wylałam sobie wrzątek na nogę. Mój ból i strach go irytowały, dlatego ukrywałam emocje. Ciebie w ogóle nie obchodzi, że mój ojciec umiera! – On jest jak robot – zwierzyłam się siostrze. – Gdybym miała wypadek i wykrwawiała się u jego stóp, on nawet by się nie zdenerwował. – Ale na pewno udzieliłby ci fachowo pierwszej pomocy – zażartowała. – Chyba wolałabym, żeby reanimował mnie ratownik, a mój własny mąż w tym czasie rwał włosy z głowy i był przerażony, że mogę umrzeć! Rozmawiałyśmy wtedy z Moniką o śmierci i o tym, jak byśmy sobie poradziły, gdyby którejś z nas albo naszemu tacie coś się stało. Obie byłyśmy bardzo emocjonalne i zgodnie stwierdziłyśmy, że coś takiego to byłby koszmar, dramat i nie wiadomo, czy dałybyśmy sobie z tym radę. Dosłownie kilka tygodni później u naszego taty zdiagnozowano nowotwór. Późne stadium, rokowania bardzo złe. To był szok. Dostałam histerii, krzyczałam, że ojciec ani nikt z nas na to nie zasługuje. Eryk jak zwykle nie okazał żadnych emocji. – Ciebie to w ogóle nie obchodzi, że on umiera! – wrzeszczałam na męża. – Nic cię nie obchodzi! Ty nie masz żadnych uczuć! Nikogo nie kochasz! I nie rozumiesz co to znaczy kochać! Każdy psycholog by mi wtedy powiedział, że nie złościłam się na Eryka, tylko na sytuację. Czułam się bezradna i przerażona chorobą taty, więc wyładowałam gniew na mężu. Ale nawet to go nie ruszyło. – Dobrze, że nie pracujesz – stwierdził spokojnie. – Będziesz miała czas dla ojca. Powinnaś spędzać z nim jak najwięcej czasu, póki żyje. Nie wierzyłam, że mówił to tak beznamiętnie. Przecież tu chodziło o to, że mój tato umierał! Układanie planu działań i harmonogramu spotkań z nim nie było w stanie ani zatrzymać choroby ani ukoić mojego bólu! Ale mój mąż kompletnie tego nie rozumiał. Dla niego zawsze liczyły się obowiązki, dokładny plan na życie i to, żeby pokonywać przeszkody bez użalania się nad sobą. Lekarze dawali mojemu ojcu kilka tygodni. I bez rad Eryka wiedziałam, że powinnam spędzić ten czas z tatą, okazując mu jak najwięcej miłości. Ale on nie chciał leżeć w domu. Był jeszcze silny i mógł wychodzić. Prosił więc, żebyśmy zawiozły go do ogrodu botanicznego, do zoo, na ryby. Spełniałyśmy te prośby, połykając łzy. – Kotku, płakać będziesz jak umrę, teraz chcę cię widzieć uśmiechniętą – prosił. – No już, opowiem ci kawał… Ale nie interesowały mnie żadne dowcipy. Patrzyłam na ojca niknącego w oczach i w żaden sposób nie mogłam powstrzymać łez. Oczywiście nie miałam wsparcia w mężu. Eryk, owszem, pytał mnie o samopoczucie ojca, o to, co można jeszcze dla niego zrobić, ale nie widziałam na jego twarzy smutku. Któregoś razu ojciec znalazł gdzieś plakat o pokazach motocyklowych i bardzo chciał tam pojechać. Motocykle od zawsze go fascynowały. Monika tego dnia była na wycieczce szkolnej z klasą, więc to ja miałam towarzyszyć tacie. Niestety rano obudziłam się z gorączką, nie byłam nawet w stanie zwlec się z łóżka. Przez ostatnich kilka tygodni życia chodził w niej non stop – Ja zawiozę ojca – oznajmił Eryk. – A praca? – zapytałam. – Szef miał was awansować w tym tygodniu. – Są sprawy ważne i ważniejsze. Ta jest ważniejsza – odpowiedział tylko. Dużo ryzykował, powiadamiając firmę w ostatniej chwili, że nie przyjdzie. Jak go znałam, nawet nie wymyślił żadnego kłamstwa. Mógł stracić ten awans, a może i posadę. Ojciec zadzwonił do mnie ze zlotu. Był zachwycony. Od dawna nie słyszałam go tak podekscytowanego. W tle ryczały motocykle, ktoś coś zapowiadał przez megafon, tata krzyczał, że wreszcie spełnił swoje marzenie i przejechał się na harleyu. – Wyślę ci zdjęcie, czekaj – i chwilę później telefon zawibrował, informując, że dostałam wiadomość. Ojciec pozował na ogromnym chopperze, zapierając się butami o ziemię i uśmiechając szeroko. Miał na sobie skórzaną kurtkę z logo producenta. Przypomniałam sobie, że przez całe nasze dzieciństwo i młodość fascynował się nie było go stać na motocykl, ale marzył o skórze. Kiedyś słyszałam, jak matka powiedziała, że nie ma mowy, by wydał na skórzaną kurtkę równowartość tego, co idzie na utrzymanie całej naszej rodziny. Któregoś razu, jak byłam mała, tata zaciągnął mnie nawet do sklepu motocyklowego i zaczął wypytywać brodatego sprzedawcę o ceny kurtek. Nie pamiętam, ile kosztowały, ale ojciec wyszedł stamtąd zgaszony i smutny. Zrozumiał, że przy dwójce dzieci nigdy nie będzie mógł sobie pozwolić na spełnienie marzenia. „Fajna skóra” – odpisałam, ciesząc się, że ktoś mu ją pożyczył. Dla ojca na pewno wiele to znaczyło. „Też mi się podoba. A jaka jest miła w dotyku!” – odpisał. Pomyślałam od razu, że pewnie chciałby ją mieć na sobie dłużej niż tych kilka sekund. Może razem z Moniką mogłybyśmy mu ją kupić? Wpisałam do wyszukiwarki „skóra” „harley” i „cena”. Znalazłam model podobny do tego, w którym pozował mój ojciec. Jego wymarzona skóra kosztowała ponad cztery tysiące. Do dzisiaj mi wstyd, ale pomyślałam wtedy, że nie ma sensu kupować tak drogiej kurtki, bo ojciec ponosi ją najwyżej parę tygodni. Tata odszedł dokładnie miesiąc później. Miałam tyle szczęścia, że mogłam się z nim pożegnać. Oczywiście ryczałam jak bóbr. On z kolei był konkretny, chciał mi dać kilka ostatnich rad na resztę życia. Jedna z nich mnie zszokowała. – Nie kładźcie mnie do trumny w tej skórze – powiedział cicho. – Była potwornie droga, powinniście ją sprzedać i spłacić pożyczkę. – O czym ty mówisz, tato? – zawołałam skonsternowana, a z jego miny wyczytałam, że zdradził mi tajemnicę, której nie powinien. I w ten sposób dowiedziałam się, że mój mąż, którego miałam za niewrażliwego i pozbawionego empatii, kupił swojemu umierającemu teściowi wymarzoną skórzaną kurtkę, zaciągając na nią kredyt gotówkowy. Eryk nie chciał, żebym się o tym dowiedziała, bo za bardzo martwiłabym się długiem, więc poprosił tatę, żeby nie mówił o tym mi ani Monice. Przed śmiercią ojciec wyznał mi, że te przez tych ostatnich kilka tygodni życia chodził w niej non stop, nawet po domu. Tak się nią cieszył. Zgodnie z życzeniem taty, nie pochowaliśmy go w jego ukochanej skórze, ale też jej nie sprzedaliśmy. Zachowałam kurtkę, mam nadzieję, że kiedyś będzie w niej chodził mój syn. Jeśli będę go mieć, opowiem mu o dziadku, dla którego zawsze najważniejsza była rodzina i o tacie, który może nie umie okazywać uczuć, ale za to ma złote serce i potrafi dostrzec, czego potrzebują inni. Po tej historii przestałam obwiniać męża o niewrażliwość. Już wiem, że jeśli nawet nie głaska mnie po głowie, kiedy mam jakiś problem, to zrobi wszystko, żeby go dla mnie rozwiązać. I może nie jest facetem, który przyniesie mi kwiatki, ale jeśli będzie trzeba, założy dla mnie ogród i będzie go codziennie uprawiał, by mnie uszczęśliwić. Tak właśnie okazuje miłość i to nauczyłam się w nim doceniać. Więcej prawdziwych historii:„Nie chciał mieć ze mną dzieci, ale potajemnie planował przyszłość z kochanką. Ja już nie miałam szans na ciążę…”„Poniżał mnie i bił. Gdy okazało się, że jestem w ciąży, kazał mi ją usunąć. A ja liczyłam, że zostawi dla mnie żonꔄPrzez starania o dziecko prawie rozpadło się moje małżeństwo. Nic nie było dla mnie ważniejsze, nawet miłość męża”

Spięci i zamknięci. Introwertycy najlepiej czują się w pojedynkę.Jeśli w grę wchodzi stworzenie związku, może to rodzić pewne trudności. Oto, co temat osób z taką osobowością piszą internauci: „Nie nadają się do związków, lepiej dla nich i dla otoczenia, gdy zrezygnują ze związków w ogóle”; „Nie jest łatwo zadawać się z introwertykiem – wydaje się, że oni
By Katarzyna Smutek Opublikowane 25 Maj, 2020 Rodzinne spotkania, podczas których nieodmiennie pada pytanie o sprawy sercowe młodszej części familii, stały się tak powszechne, że większość z nas choć raz odczuła presję ze strony babci lub mamy, by wreszcie kogoś sobie znaleźć. Babciom i mamom nie należy się dziwić, w końcu jeszcze kilkadziesiąt lat temu życie w pojedynkę było nie do pomyślenia (Czernecka, 2011). Dziś chcemy inaczej, co widać po statystykach – w 2019 roku odsetek samotnych Polaków wzrósł niemal do 20% (Gadomska, 2019). A tam, gdzie pojawiają się trendy, wkraczają naukowcy. Wina zmian społecznych? Socjologowie przyczyn obecnego zjawiska upatrują w przekształconym społeczeństwie (Czernecka, 2011; Palus, 2010). Zniknął tradycyjny podział ról w rodzinie, płeć piękna ruszyła do pracy i całkiem nieźle radzi sobie z rozwijaniem kariery, przez co coraz więcej kobiet odwleka decyzję o macierzyństwie, wiedząc, jak ciężko pogodzić życie zawodowe z prywatnym. Nie bez znaczenia jest wydłużenie okresu edukacji wśród młodych, którzy pozostają w rodzinnych domach i opóźniają w ten sposób wejście w dorosłość, nikogo też już nie dziwi, że żyjemy bez partnera, tworzymy związki kohabitacyjne lub angażujemy się w niezobowiązujące seksualne przygody. Jednak kluczowa wydaje się zmiana wartości – zaczęliśmy stawiać przede wszystkim na własny rozwój, autonomię czy spełnienie marzeń, a relacje postrzegamy przez pryzmat tego, co możemy z nich wynieść dla siebie. Kopmy głębiej Czy w takim razie single stanowią produkt społecznego systemu? Niekoniecznie. Jak pokazują badania Katarzyny Palus (2010), czynniki osobowościowe mogą odgrywać niemałą rolę wśród uwarunkowań braku partnera. Chcąc się przekonać, czy single różnią się czymś od swoich rówieśników będących w związkach, przeprowadziła szereg badań kwestionariuszowych dotyczących stylów przywiązania, umiejętności społecznych oraz doświadczeń w kontaktach romantycznych. Wyszło jej, że osobami samotnymi kieruje wysoki lęk przed odrzuceniem i niski komfort podczas sytuacji intymnych, a ich kompetencje w zakresie nawiązywania oraz utrzymywania relacji są słabiej rozwinięte. Dlaczego? Niewykluczone, że wszystko wynika z braku doświadczenia – będąc jeszcze w szkole, single rzadziej umawiali się na randki, nie przeżywali pierwszych miłości i przeważnie utrzymywali kontakty tylko z własną płcią, przez co ominęła ich możliwość sprawdzenia, jak to jest być z kimś blisko. W rezultacie niewiedza odnośnie tego, co robić w sytuacji sam na sam czy jak zachowywać się podczas randki, może prowadzić do lęku przed takimi sytuacjami. A skoro unika się zaangażowania, jednocześnie traci się szansę na zdobycie odpowiednich umiejętności, których brak nie pozwala na nawiązanie satysfakcjonującej relacji… I tak rodzi się błędne koło. Nie mam, bo… Sami single powodów swojej samotności upatrują w przeróżnych kwestiach (Czernecka, 2011). Są osoby z niechęcią podchodzące do stałego zaangażowania, ponieważ na co dzień obserwują nieszczęśliwe związki swoich przyjaciół, mają za sobą złe doświadczenia, takie jak porzucenie i zdradę, lub małżeństwo ich rodziców nie układało się pomyślnie. Na przeciwległym biegunie znajdują się ci, którzy wierzą w miłość idealną i wciąż szukają swojej „drugiej połówki”, odrzucając kandydatów niespełniających wysokich wymagań. Łączy ich przeświadczenie, że lepiej wracać do pustego mieszkania niż męczyć się z kimś niewłaściwym. Nierzadko też kobiety wolą wieść życie w pojedynkę ze względu na negatywne spostrzeganie współczesnych mężczyzn, którzy według nich boją się partnerek inteligentnych, samodzielnych i na wysokich stanowiskach. Nieśmiałość, niskie poczucie własnej wartości czy trudności w nawiązywaniu relacji z płcią przeciwną cechują kolejną grupę badanych. Często dochodzą do tego nieudane próby znalezienia partnera i brak zainteresowania ze strony tych, z którymi można byłoby stworzyć coś więcej. Co ciekawe, wielu singli nawet nie zadaje sobie trudu, by zainicjować kontakt – szczególnie wśród pań wciąż panuje przekonanie, że pierwszy krok należy do mężczyzny, więc trzeba poczekać, aż miłość sama je odnajdzie. Nie wszyscy jednak na nią czekają. Spore grono osób nie angażuje się w związki z własnego wyboru. Jedni dają sobie czas na oddech po trudnym rozstaniu, drudzy uważają siebie za typ indywidualistów, a jeszcze inni poświęcają się karierze zawodowej lub też własnej rodzinie, twierdząc, że nikt nie pokocha ich tak mocno, jak rodzice. Tak! Jak widać, obraz prawdziwego singla znacząco odbiega od stereotypowego egoisty, dla którego liczy się jedynie kariera i dobra zabawa. Choć nadal brakuje rzetelnych badań o powodach życia bez partnera, dziś już wiemy, że są one zróżnicowane, więc nikogo nie można wrzucić do jednego worka. Wiele osób korzysta z uroków samotności, ale drugie tyle cierpi i często nie rozumie, czemu ich rówieśnicy zakładają rodziny, a oni wciąż nikogo nie spotkali. Być może w przyszłości psychologowie bardziej zainteresują się ich losem, pomogą przełamać lęki czy porzucić nierealistyczne marzenia, by na pytanie: „A chłopaka jakiegoś masz?” mogli odpowiedzieć w końcu: „Tak!”. Bibliografia: 1. Czernecka, J. (2011). Wielkomiejscy single. Warszawa: Wydawnictwo Poltext; 2. Gadomska, H. (2019). Już 7,5 mln singli w Polsce. Co sprawia, że wiele osób pozostaje samotnymi? 3. Palus, K. (2010). Wybrane psychologiczne uwarunkowania braku partnera życiowego w okresie wczesnej dorosłości. Poznań: Wydawnictwo Naukowe Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zrzuciłaś torbę na podłogę patrząc na Kookiego raz psa, którego widziałaś pierwszy raz w życiu. -Oh, witaj kochanie - Jungkook zdając sobie sprawę z Twojej obecności spojrzał kątem oka, witając się z Tobą po czym wrócił do zabawy z dużym puchatym psem, któremu podobało się to w jaki sposób chłopak wygłupiał się z nim.
fot. Adobe Stock, Darren Baker Jestem okropnym zmarzluchem, a i tak uwielbiam zimę! Gdy siedzę w domu przy kominku, a za oknem pada śnieg, moje serce promienieje radością... Bo właśnie zimowe wieczory najmocniej przypominają mi czas, gdy spotkałam miłość mojego życia. Miłość, która trwa do dziś, choć przecież nie powinna, bo była efektem... głupiego młodzieńczego wybryku! Na szczęście los okazał się dla mnie wyrozumiały, za co nigdy nie przestanę być mu wdzięczna. W dzieciństwie byłyśmy nierozłączne Przyszłam na świat na Górnym Śląsku. Tatuś był górnikiem, mama zajmowała się domem i nami – bliźniaczkami: mną, Marysią, zwaną Masią, oraz Basią, która wyglądała niemal jak ja. Nasi rodzice byli skromni i bogobojni, więc nie wiem, dlaczego ja i Baśka przypominałyśmy diablice. – Maśka! Baśka! Was ktoś chyba w szpitalu podmienił! – rodzice nieraz załamywali ręce przez nasze wybryki. Cóż, trudno byłoby podmienić bliźnięta, ale faktycznie byłyśmy jak nie z tej rodziny. Wymyślanie niemądrych psikusów stanowiło naszą specjalność. Zawsze stałyśmy za sobą murem. Byłyśmy nierozłączne. Najgorzej mieli z nami nauczyciele w szkole. Nigdy nie wiedzieli, czy do odpowiedzi wstaje ta z nas, którą wywołali... I mieli rację, że wątpili! Ja byłam lepsza z polskiego, Basia z matmy, więc podszywałyśmy się pod siebie nawzajem, w zależności od sytuacji i potrzeby. I to bezkarnie, bo jedynymi ludźmi na świecie, którzy potrafili nas rozróżnić, byli nasi rodzice. Ale choć mama i tato kładli nam do głów, że uczciwość jest w życiu najważniejsza, to i tak nasze „czarne charakterki” brały zwykle górę. Na przykład wtedy, gdy podwędziłyśmy z muzeum... zabytkowy krucyfiks. Oczywiście, „w bardzo szczytnej sprawie”. W naszym domu hołdowało się bowiem starej górniczej tradycji. I gdy tatuś wychodził na szychtę, za każdym razem żegnał się z rodziną niezwykle uroczyście. To taki śląski zwyczaj na wypadek, gdyby górnik już spod ziemi nie wrócił. W tym zawodzie nigdy nic nie wiadomo. – Pamiętajcie, że bardzo was kocham – mówił tato przed każdym wyjściem do kopalni, po czym całował mamę i nas, a na koniec krucyfiks, który mamusia zdejmowała ze ściany w przedpokoju. Byłyśmy identyczne Ten codzienny rytuał był bardzo poruszający, nic więc dziwnego że, pobudzał naszą szaloną fantazję. Miałyśmy z Basią może po 8 lat, gdy ze szkolną wycieczką pojechałyśmy do muzeum. Pech chciał, że w nieoszklonej gablocie stał piękny, zabytkowy krucyfiks. Basia wpatrywała się w rzeźbioną figurkę Jezusa na krzyżu jak zaczarowana, po czym oznajmiła mi: – Wiesz co, Masia, on byłby dobry do całowania przez tatusia... I mama nie musiałaby go za każdym razem ze ściany ściągać, bo przecież jest stojący. Do dziś nie wiem, jak to się stało, że nikt z pracowników muzeum nie zauważył, jak dwie smarkule wynoszą w tornistrze cenny eksponat. Co się potem rodzice wstydu za nas najedli! A jaką miałyśmy w domu awanturę! Szkoda gadać… I takie właśnie z nas były ancymonki. W dodatku zawsze wobec siebie lojalne, murem za sobą stojące, gotowe oddać za siebie dusze. Nie było mocnych na nasz siostrzany duet! Więź, która nas łączyła, wydawała się niezniszczalna. A jednak los postanowił poddać ją próbie. Miałyśmy wtedy po 17 lat i, jak to dziewczęta, marzyłyśmy o miłości. Nieraz zamiast spać, chowałyśmy się w nocy pod koc i opowiadałyśmy sobie o tym, jak wyobrażamy sobie „tego jedynego”. Jak łatwo przewidzieć, nasze wyobrażenia na temat męskiego ideału były łudząco do siebie podobne. – A może wyjdziemy kiedyś za mąż za tego samego faceta? Będziemy zmieniać się co drugi dzień. On się i tak niczego nie domyśli, a my będziemy mieć co drugi dzień luz – pajacowała nieraz Baśka, a ja zaśmiewałam się z tych jej żartów do łez. I żadnej z nas nawet przez głowę nie przeszło, że w całkiem niedalekiej przyszłości to właśnie miłość do tego samego mężczyzny nas nieuchronnie podzieli... Moja siotra poszła na imprezę sama Tamtej soboty miałyśmy iść z Basią na wspólną imprezę urodzinową naszych trzech koleżanek. Czekała wynajęta sala, zaplanowano tańce i pyszny poczęstunek. Wprost nie mogłyśmy się doczekać! – Może poznamy jakichś fajnych chłopaków? – marzyłyśmy podekscytowane. W noc poprzedzającą imprezę nie mogłam z tego wszystkiego zasnąć. I myślałam, że to z emocji brzuch mnie tak boli. Prawda okazała się jednak inna... Dopadła mnie grypa jelitowa. I choć mama od rana faszerowała mnie jakimiś specyfikami, o żadnym wyjściu na zabawę nie mogło być już mowy. – No nie, co za przeklęty pech! – aż się rozpłakałam ze złości i bezsilności. – Trudno, pójdę sama... – stwierdziła Basia. – A ty, Maśka, wracaj szybko do sił. I nie martw się, odbijemy sobie wspólną zabawę innym razem – westchnęła, patrząc na mnie ze współczuciem. Ależ jej zazdrościłam, gdy wyszykowana jak królewna wychodziła wtedy z domu! Zazdrościłam siostrze, że się zakochała Wróciła aż po północy, podejrzanie zaróżowiona i... tajemnicza. – Poznałam kogoś. Ma na imię Marek – wyszeptała rozmarzona. – To chyba miłość od pierwszego wejrzenia. Marek jest taki wspaniały! Ale wszystko opowiem ci jutro... Jestem okropnie zmęczona – powiedziała i poszła spać. Jednak z naszej rozmowy następnego dnia nic nie wyszło. Okazało się bowiem, że jelitówka dopadła i Baśkę! Siostra była zielona na twarzy i słaba jak papier. W tych mało romantycznych okolicznościach ciężko było rozmawiać o miłości... Tyle dobrego, że ja czułam się już znacznie lepiej. Po południu wyszłam nawet na chwilę przed dom, bowiem zimowe słoneczko pięknie świeciło. Właśnie wystawiałam twarz do słońca, gdy.. – Cześć, piękna! – usłyszałam za sobą czyjś głos i szybko się naszą furtką stał chłopak. Wysoki, ciemnowłosy, przystojny. Jak z naszych dziewczyńskich marzeń! Jej ukochany pomylił mnie z Basią – Basiu... – patrzył na mnie z zachwytem. – Wiem, że się nie umawialiśmy na dzisiaj, ale przyszedłem, bo od wczoraj, kiedy cię odprowadziłem pod tę furtkę, nie mogę przestać o tobie myśleć! Może... zgodzisz się pójść ze mną na spacer? To musiał być ten chłopak, którego moja siostra poznała na imprezie. Zapamiętałam, że ma na imię Marek. I już otwierałam usta, by mu wyjaśnić, że nie jestem Basią, tylko jej siostrą bliźniaczką, Marysią, kiedy... Do dziś nie wiem, co mnie podkusiło, żeby zrobić ten głupi żart. W każdym razie nagle postanowiłam podszyć się pod siostrę. Dla zabawy. Przynajmniej na początku to była zabawa. – Cieszę się, że przyszedłeś! – uśmiechnęłam się pięknie do Marka. – Bardzo chętnie pójdę z tobą na spacer. „Baśka pęknie ze złości, albo raczej ze śmiechu, jak jej opowiem, co wykręciłam!” – zaśmiewałam się w duchu. Bo naprawdę miałam zamiar tylko zażartować z sytuacji i szybko ją odkręcić… Szybko się w nim zakochałam Poszliśmy wtedy z Markiem nad rzekę. Promienie słońca cudownie odbijały światło w tafli wody i oszronionych gałęziach. Świat wyglądał jak z bajki! Marek opowiadał o sobie. Okazało się, że jest studentem drugiego roku polonistyki. Jego tato zmarł krótko po narodzinach jedynego syna, więc Marek wychował się w domu pełnym kobiet: oprócz mamy i babci miał aż trzy starsze siostry! „To pewnie dzięki temu jest taki... delikatny” – myślałam. Bo tak ładnie mówił o swojej rodzinie, o życiu w ogóle. Rozmawiało mi się z nim jak z najlepszą przyjaciółką. I sama nie wiem, kiedy poczułam, że... nie chcę „oddawać” go Basi. – Mam wrażenie, że jesteś dziewczyną, na którą czekałem od dawna – nagle Marek spojrzał mi prosto w oczy. Poczułam, że mam miękkie nogi, serce mi galopowało. Już wiedziałam, że będę brnąć w to paskudne oszustwo... Byle tylko być blisko tego cudownego chłopaka. Udawałam, że nic się nie zmieniło Gdy nasz wspaniały spacer dobiegł końca, poprosiłam Marka, żeby nie odprowadzał mnie pod sam dom. – Rodzice mogą się wkurzyć – skłamałam, a tak naprawdę bałam się, że Baśka wypatrzy nas przez okno naszego pokoju. – Przecież wczoraj na imprezie mówiłaś, że twoi rodzice są w porządku – chłopak popatrzył na mnie zdziwiony. Oblała mnie fala gorąca. Skąd mogłam wiedzieć, co siostra mu naopowiadała?! – Yyyy – zająknęłam się. – Są bardzo w porządku, ale wiesz... Po prostu mam jutro ważny sprawdzian i obiecałam im, że wykuję materiał na blachę, a sam widzisz, że raczej nie siedzę nad książkami – plątałam się w wyjaśnieniach. Na szczęście Marek mi uwierzył. – Spotkamy się jeszcze? Może jutro? – spytał, patrząc na mnie ciepło. – Dobrze – zarumieniłam się. Wróciłam do domu podekscytowana i... już zakochana. Ale przecież nie mogłam tego po sobie pokazać. Ani zwierzyć się siostrze, choć w każdej innej sytuacji zrobiłabym to od razu. Za to Basia, która czuła się już lepiej, przez cały wieczór opowiadała mi o Marku... Jak się poznali, o czym rozmawiali, jaki on jest. Czułam się jak ostatnia zdrajczyni. I miałam momentami chęć powiedzieć jej prawdę, odkręcić wszystko. Ale... nie zrobiłam tego. Ukrywałam przed Basią swój związek Przez kolejne tygodnie, a potem miesiące, w tajemnicy przed wszystkimi spotykałam się z chłopakiem, na którego punkcie po prostu oszalałam... Zresztą z wzajemnością. Na szczęście ukochany rzadko zwracał się do mnie imieniem „Basia”. Najczęściej nazywał mnie swoim „Słoneczkiem”, albo „Ślicznotką”, więc nie pamiętałam, że wciąż go oszukuję... Tym bardziej że uczucie między nami kwitło jak najpiękniejsze kwiaty. Przypuszczam, że w dzisiejszych czasach – w dobie internetu i telefonów komórkowych – sprawa szybko by się wydała. Ale wtedy nie mieliśmy w domu nawet telefonu stacjonarnego. Nie bałam się więc, że Marek zadzwoni pewnego dnia, poprosi do telefonu Basię i wszystko natychmiast się wyda. Dręczyły mnie za to zupełnie inne koszmary. Moja siostra była zalamana, że Marek się nie odzywa Moja siostra, do niedawna najbliższy mi człowiek na świecie, była wciąż załamana, że chłopak, po którym tyle sobie obiecywała, nie dawał znaku życia... Mogła mówić o tym godzinami, co dla mnie – z oczywistych przyczyn – było prawdziwą katuszą! Zaczęłam więc unikać Basi, przez co ona cierpiała jeszcze bardziej, bo mnie znała i widziała, że coś jest nie tak. Próbowała wyciągnąć ze mnie, o co chodzi, lecz przecież nie mogłam powiedzieć prawdy. Po kilku miesiącach byłam już tak wyczerpana tą całą sytuacją i ukrywaniem się przed bliskimi, że w końcu postanowiłam wyznać, co zrobiłam. Zwłaszcza, że Marek bardzo chciał poznać moich rodziców i siostrę... Nie powiedziałam jej prawdy, los mnie przechytrzył W duchu liczyłam, że po pierwszym szoku wszyscy wybaczą mi oszustwo, którego się dopuściłam. Nie przewidziałam tylko, że losu przechytrzyć się nie da. A ten postanowił rozdać karty po swojemu. To był zwyczajny, czwartkowy wieczór, jakich wiele. Wraz z Basią i rodzicami jedliśmy akurat kolację przy stole, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. – Kogo tam niesie? – zdziwił się tato. Poszedł otworzyć, a po dłuższej chwili wrócił, ale nie był sam.– Basiu, ktoś do ciebie – powiedział z tajemniczym uśmiechem do mojej siostry, prowadząc za sobą taszczącego wielki bukiet kwiatów Marka. Boże... Nigdy nie zapomnę miny Baśki, kiedy go ujrzała. Wyglądała, jakby zaraz miała wybuchnąć ze szczęścia... – Marek. Tak długo czekałam. – zerwała się od stołu i rzuciła mu w objęcia. Zaczęła przytulać się do mojego chłopaka, wycierać łzy radości. – Czemu tak długo milczałeś? – pytała. Tymczasem moje policzki dosłownie płonęły. Spuściłam nisko głowę, ale... Niestety. Szybko zrozumiałam, że jednak jest na świecie ktoś jeszcze – poza naszymi rodzicami – kto już potrafi odróżnić mnie od siostry. Marek kochał mnie, a serca oszukać się nie da, nawet największym podobieństwem fizycznym. Ludzie przecież inaczej pachną, mają inny tembr głosu, inne gesty. Mój ukochany wyczuł, że coś nie gra. Bardzo dziwnie patrzył na tulącą się do niego Basię... Potem przeniósł pytający wzrok na mnie. Trzęsącymi się z nerwów rękami poluzowałam na szyi kolorową apaszkę, którą Marek podarował mi zaledwie dzień wcześniej... Już wiedziałam, że stało się najgorsze. On się wszystkiego domyśla.– Basiu? – Marek odsunął od siebie moją siostrę i patrzył w moją stronę. – To ja jestem Basia. – roześmiała się tymczasem moja bliźniaczka. – A tam siedzi Marysia. Wspominałam ci przecież wtedy na imprezie, że jesteśmy do siebie bardzo podobne – trajkotała. Ze wstydu chciałam zapaść się pod ziemię Marek upuścił na podłogę kwiaty i patrzył na mnie coraz bardziej przerażony. – Wszystko w porządku? – Basia najwyraźniej nadal niczego nie rozumiała. – Nie sądzę... – wyszeptał mój chłopak, a w jego oczach widziałam tylko ból. – Oszukałaś mnie! – powiedział. – Marku, przepraszam! Ja... Ja wszystko ci wytłumaczę. – rozpłakałam się. Ale on już nie chciał niczego słuchać. Sprawa była jasna, a sytuacja żenująca. Obrócił się na pięcie i wybiegł. – O co tu chodzi?! – ciężką ciszę, która nagle nastała, przerwało pytanie taty. – O co tu, do cholery, chodzi?! – A kto to w ogóle był? – w końcu i mama odzyskała mowę. – Zapytaj swoich córeczek! – warknął tato. – Ja wiem tyle, że ten miły młody człowiek powiedział mi w drzwiach, że przyszedł do Basi, bo się w niej zakochał i chce jej zrobić niespodziankę, a poza tym poznać jej rodziców i siostrę. Ale coś mi się wydaje, że te nasze córki nigdy nie zmądrzeją! A przynajmniej jedna... Maryśka, natychmiast mów, o co tu chodzi?! – tato zawsze był bardzo bystry. Nie miałam wyjścia... Szczerze i bez owijania w bawełnę opowiedziałam mojej rodzinie wszystko po kolei. Siostra mnie znienawidziła – Nienawidzę cię – to były jedyne słowa, jakie usłyszałam wtedy od siostry. Przeszyły mi serce jak ostry nóż. Zaczął się najtrudniejszy czas w moim życiu. Marek zniknął, a ja tęskniłam za nim tak bardzo, aż bolało mnie serce. Nie mogłam już żyć bez jego dotyku, zapachu, głosu... To była prawdziwa katorga. Basia wyprowadziła się do innego pokoju i traktowała mnie jak powietrze. Znałam ją i wiedziałam, że naprawdę mnie znienawidziła. A to bolało jeszcze mocniej niż tęsknota za ukochanym. Na domiar złego zbliżała się nasza matura. Siostra jakoś się pozbierała i zasiadła do nauki, ja jednak nie umiałam się ogarnąć. Egzamin dojrzałości oblałam. Kolejne miesiące spędziłam w domu. Niby miałam szukać pracy, a popołudniami przygotowywać się do poprawki matury w następnym roku, ale na nic nie miałam siły ani ochoty. Byłam jak wyprana z życia. Prawdę mówiąc, jedyne, o czym wtedy marzyłam, to żeby zasnąć i już się nie obudzić... Tysiące razy przepraszałam Basię, ale siostra wciąż nie chciała mnie znać. Czułam się fatalnie. I nie wiem, czym by się cała sprawa dla mnie skończyła, gdyby nie to, że los się wreszcie nade mną ulitował. I udowodnił, że miłość – jeśli jest prawdziwa – potrafi pokonać wszystkie przeszkody. Tamten cud wydarzył się zimą – dokładnie rok po oszustwie. Znów był wieczór w domu i dzwonek do drzwi. I tato, który poszedł otworzyć i wrócił... z Markiem! Przecierałam oczy zszokowana, jednocześnie gotowa na najgorsze ciosy. – Dzień dobry – powiedział tymczasem Marek, patrząc mi w prosto w oczy. – Brzydzę się kłamstwem, ale czas pokazuje, że jednak nie umiem bez ciebie żyć... Pokochałem cię i nie umiem tego w sobie zwalczyć. Czy moglibyśmy raz na zawsze wyjaśnić tę sytuację i spróbować jakoś się z nią zmierzyć? – spytał po prostu. – Ale ja... Ja po prostu... – plątałam się z nerwów. – Naprawdę mi wybaczysz? – Już ci wybaczyłem. Dlatego tu jestem. Jednak musisz przy całej swojej rodzinie uroczyście obiecać, że już nigdy nikogo z tu obecnych nie oszukasz. Padłam na kolana i płacząc złożyłam uroczystą przysięgę. Czułam prawdziwą skruchę i przysięgałam szczerze. Siostra nie potrafiła mi wybaczyć W tym roku mija już 25 lat, jak Marek i ja jesteśmy małżeństwem. I z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to wyjątkowo szczęśliwy związek. Jak rzadko który... – Po prostu miłość – uśmiecha się ciepło mąż, gdy wracamy do wspomnień. Doczekaliśmy się dwójki dzieci. Jestem szczęśliwa, choć bardzo długo na tym moim szczęściu była poważna rysa. Basia przez wiele lat nie potrafiła mi do końca wybaczyć. I wcale się jej zresztą nie dziwię. Musiało naprawdę dużo wody w Wiśle upłynąć, zanim wreszcie odnalazłyśmy dawną więź. Z niczego tak się nie cieszę, jak z tego. Ale to już materiał na osobną opowieść... Powiem tylko tyle, że po tym wszystkim prędzej dałabym sobie rękę uciąć, niż odważyłabym się znów skrzywdzić ukochaną siostrę. W każdym razie ona też znalazła w końcu swoją wielką miłość i została mamą. Dziś nasze rodziny mieszkają blisko siebie, a my z Baśką wciąż jesteśmy podobne do siebie jak dwie krople wody i... nadal miewamy szalone pomysły. – Baśka, Maśka! Was ktoś chyba w szpitalu podmienił, wariatki wy nasze kochane. – nieraz chichoczą nasi mężowie, bardzo ze sobą zaprzyjaźnieni, a w ich głosach słychać prawdziwą miłość. Czytaj więcej prawdziwych historii:„Wychowuję córkę siostrzenicy, która się jej wyrzekła. Teraz próbuje mi ją odebrać, a mała płacze, że się zabije”„Czuję się jak zboczeniec, bo nie potrafię przestać myśleć o siostrze - i to w sposób, w który żaden brat nie powinien”„Kuzynkę żony poznałem jeszcze na studiach. Zuza nie ma pojęcia, w czym pomogłem Iwonie...”
Ostatecznie najlepszym sposobem na znalezienie chłopaka w wieku 18 lat jest zachowanie otwartego umysłu i bycie sobą – jeśli to zrobisz, szanse są dobre, że znajdziesz kogoś wyjątkowego, kto jest idealny dla ciebie. Jesteś w wieku szkolnym, w szkole łatwo jest znaleźć kogoś, na pewno masz kolegów czy koleżanki, którzy mogą
Instagram @lala_laluna_official Laluna Z "Królowych życia" zaskoczyła internautów wyznaniem o partnerze! "Czy ja dobrze widzę?" - dopytywali fani, po tym, co pokazała na Instagramie. Kasia Alexander czyli Laluna z "Królowych życia" korzysta ze zdobytej dzięki TTV popularności i jest bardzo aktywna w sieci. Są jednak sfery życia, o których mówi rzadko i zdawkowo. Jedną z takich kwestii są jej partnerzy - byli i obecni. Tym razem jednak zdecydowała się szczerze odpowiedzieć na pytanie od fanów dotyczące związku! To pierwszy raz od dawna, kiedy mówi o swoim... ukochanym? "Królowe życia": Laluna pochwaliła się partnerem? Laluna z "Królowych życia" jest dla widzów postacią bardzo kontrowersyjną - jedni ją uwielbiają, drudzy nie do końca rozumieją jej zachowanie oraz zamiłowanie do operacji plastycznych. Trzeba przyznać, że koło gwiazdy TTV nie da się przejść obojętnie! Laluna z "Królowych życia" wyznała, że "chciałby mieć twarz tak ładną, jak z filtrami" i ciągle do tego dąży. Jej kalendarz wypełniony jest po brzegi kolejnymi wyjazdami do klinik, gdzie wciąż poprawia "niedoskonałości". Jakiś czas temu Laluna zdecydowała się również na metamorfozę zębów i jak zapowiada, to dopiero początek. Wydawać by się mogło, że fani wiedzą sporo o swojej ulubienicy. Chociaż Laluna z "Królowych życia" wydaje się nie mieć przed internautami zbyt wielu tajemnic to nie chętnie opowiada o swojej rodzinie oraz życiu miłosnym. Tym razem zrobiła jednak wyjątek i odpowiedziała na jedno z pytań od obserwatorów. - Can I be your sugardaddy? (Czy mogę być twoim sponsorem? - przyp. red) - zapytał jeden z internautów. - You need to talk to my boyfriend (Musisz pogadać z moim chłopakiem - przyp. red) - odpowiedziała Laluna. Zobacz także: "Królowe życia": Laluna w szczerym wyznaniu. "Zawiodłam. Wylałam potężną ilość łez" Instagram @lala_laluna_official Fani Laluny z "Królowych życia" od razu zwrócili uwagę na to wyznanie, ponieważ nie mówiła wcześniej o żadnym nowym związku. Pod jednym z najnowszych wpisów pojawiły się komentarze, w których internauci zaczęli dopytywać o szczegóły relacji. - Czy ja dobrze widzę na story? Masz faceta? 🔥❤️ - Widziałam stories 🔥❤️ babo, jak ja się cieszę 😍 Laluna nie zdecydowała się jednak odpowiedzieć na żaden z komentarzy. Gwiazda "Królowych życia" zdaje się być konsekwentna w swoim postanowieniu i nie zamierza opowiadać o życiu prywatnym, tym samym narażając bliskich na komentarze w sieci. Dobre posunięcie? Dagmara z „Królowych życia” ma nowego partnera! Kim jest jej ukochany? Dagmara Kaźmierska w końcu się zakochała! Kim jest jej wybranek? Czyżby chodziło o… Jacka? Dagmara Kaźmierska popularność zyskała dzięki udziałowi w kontrowersyjnym show TTV „Królowe życia”, gdzie przedstawiana jest jako bezkompromisowa, czerpiąca z życia to co najlepsze kobieta, która po latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych na nowo odnalazła siebie w rodzinnym Kłodzku. To tam razem ze swoim ukochanym synem Conanem oraz przyjaciółmi Edzią i Jackiem wiedzie beztroskie życie tytułowej „królowej życia”. Choć Kaźmierska była skazana prawomocnym wyrokiem za udział w zorganizowanej grupie przestępczej trudniącej się sutenerstwem, dawne życie nie przeszkadza jej w robieniu kariery. Dagmara od 7. sezonów „Królowych życia” podbija serca widzów TTV swoim poczuciem humoru, ciepłem, zabawnymi i trafnymi komentarzami oraz lojalnością wobec najbliższych. Wyświetl ten post na Instagramie. Post udostępniony przez Dagmara Kaźmierska (@queen_of_life_77) Cze 20, 2019 o 1:10 PDT Pomimo iż ostatnie miesiące nie były dla „królowej” łatwe, ponieważ jej sielankowe życie przerwał poważny wypadek samochodowy, w wyniku którego zostały uszkodzone jej nogi, gwiazda TTV powoli wraca do formy. Niedawno w finałowym odcinku 7. sezonu „Królowych życia” mogliśmy śledzić, jak najlepsza przyjaciółka Dagmary – Edzia bierze ślub ze swoim partnerem Adasiem. Teraz wreszcie przyszedł czas na to, by i Dagmara znalazła miłość . Kim jest jej nowy ukochany? Dagmara z „Królowych życia” ma nowego partnera Nie da się ukryć, że Dagmara Kaźmierska należy do najbarwniejszych bohaterek „Królowych życia”, gdzie przed kamerami dzieli się z widzami najbardziej intymnymi szczegółami ze swojego życia. To właśnie za pomocą show TTV mogliśmy śledzić jej wzloty i upadki, a prawdopodobnie już niedługo w programie pojawi się kolejna postać – nowy ukochany Dagmary.... @lala_laluna_official, Instagram Laluna z "Królowych życia" ma nowego partnera?! "Zawsze mam najprzystojniejszych facetów" Kasia "Laluna" Alexander ma za sobą burzliwy związek i jeszcze bardziej burzliwe rozstanie. W sercu kontrowersyjnej "Królowej życia" pojawił się ktoś nowy? Celebrytka w końcu odpowiedziała! Laluna to zdecydowanie jedna z najbardziej kontrowersyjnych uczestniczek "Królowych życia", które widzowie mogli poznać przez wszystkie edycje uwielbianego reality-show. Kasia Alexander od początku przestawiła się jako niezwykle pewna siebie, energiczna i barwna kobieta, która otwarcie mówiła o swoim zamiłowaniu do medycyny estetycznej i za nic miała opinie innych. Choć celebrytka jest bardzo aktywna w mediach społecznościowych, niektóre fakty ze swojego życia trzyma w ścisłej tajemnicy. Na początku ubiegłego roku Laluna potwierdziła swoje rozstanie z Gabryelem Vincenzo, który razem z nią gościł na antenie TTV. Dziś jej serce znowu jest zajęte? Laluna z "Królowych życia" ma partnera? Ubiegły rok dla Laluny zaczął się od miłosnych zawirowań. Właśnie wtedy, na początku stycznia, bohaterka "Królowych życia" zamieściła na swoim Instagramie wymowny post, po tym, jak internauci wysyłali jej zdjęcia jej partnera - Gabryela Vincenzo - z inną kobietą. Dostaje mnóstwo wiadomości postów zdjęć itd. A więc odezwę się w tym temacie, jak już wiecie tak jak szybko pojawił się mój były partner po 6 miesiącach rozstania po raz kolejny w moim życiu tak tez szybko znikł , co było szokiem jak i dla ludzi taki i dla mnie! - pisała wtedy celebrytka. Co więcej od tego czasu w mediach społecznościowych Kasi Alexander nie pojawiło się zdjęcie z żadnym mężczyzną, które mogłoby wskazywać, że Laluna znowu jest zajęta. Teraz jednak temat partnera powrócił - co ciekawe przy okazji hejtu, z którym ponownie musiała zmierzyć się bohaterka "Królowych życia". Kontrowersyjna celebrytka nie raz była oceniania przez internautów za swój wygląd czym, jak sama przyznaje, wcale się nie przejmuje. Kiedy jednak dostała... lala_laluna_official/Instagram Laluna z "Królowych życia" wreszcie pokazała brzuch! "Troszkę mi się schudło" Laluna z "Królowych życia" mimo że ubiera się bardzo ekstrawagancko, rzadko tak naprawdę pokazuje nagie części swojego ciała. W końcu po raz pierwszy pochwaliła się swoim brzuchem. Zaskakujący widok! Laluna jest znana ze swojej miłości do medycyny estetycznej. Kasia nie raz mówiła o swoich operacjach, podkreślając że realizuje idealną wersję siebie. Celebrytka chce się podobać przede wszystkim sobie i dlatego zdecydowała się na szereg zmian spod ręki chirurga. Jak na polskie standardy sylwetka Kasi jest bardzo oryginalna. Mimo że gwiazda TTV chwali się swoimi operacjami i opowiada o nich, rzadko tak pokazuje efekty zabiegów, odkrywając choć trochę ciała. Tym razem jednak uchyliła rąbka tajemnicy, ponieważ chciała pochwalić się swoim nowym tatuażem na brzuchu. Laluna ma płaski brzuch? Gwiazda TTV pokazała zdjęcie, na którym jej brzuch jest idealnie płaski. Laluna może pochwalić się także piękną, mocno wciętą talią. Sama jednak nieco żartuje ze szczupłego brzucha. Troszkę mi się schudło 😂 - podpisała swoje najnowsze zdjęcie. Wiadomo, że od jakiegoś czasu Laluna trenuje sztuki walki, jednak prześmiewczy emotikon sugeruje raczej, że efekt płaskiego brzucha królowa życia uzyskała dzięki operacji odsysania tłuszczu. W lutym Laluna udała się do Turcji, gdzie dokonała kolejnych poprawek na swoim ciele. Robiony zabieg odsysania bardziej nóg, z tyłu ręce i plecy górne. Kocie oczy, lifting ust, lifting brwi, lifting policzków, czyli podciąganie. Nos, ale tylko czubek nosa mniejszy leciutko, zadarty do góry. Liposukcja mocna podbródka. Jeśli zaś chodzi o brzuch, to Laluna także nad nim pracowała w gabinecie medycyny estetycznej. Kiedyś fan zarzucił jej, że układ mięśni, który ma jest nienaturalny. Laluna odpowiedziała krótkim zdaniem: Możliwe nie znam się, tak kazałam zrobić wiec tak mi zrobili 😘 A jak Wam się podoba płaski brzuch Laluny? Zobacz także: "Królowe życia": Kiedy Laluna zrobiła... @lala_laluna_official, Instagram Laluna z "Królowych życia" ma piękną córkę. Czemu nie pokazuje jej w programie? Fani "Królowych życia" córkę Laluny, mogli zobaczyć w programie jako małą dziewczynkę. Dlaczego celebrytka teraz ukrywa nastolatkę przed kamerami? Odpowiedziała. Kasia Alexander, znana jako Laluna, dzięki kontrowersyjnemu hitowi TTV - "Królowym życia" zdobyła niebywałą rozpoznawalność. Co więcej, celebrytka nie tylko wpuściła kamery stacji do swojej codzienności, ale też ochoczo prowadzi swoje instagramowe konto, które śledzi już ponad 307 tys. osób. I choć ekscentryczna celebrytka chętnie dzieli się ze swoimi obserwatorami kolejnymi metamorfozami, odważnymi stylizacjami i doświadczeniami związanymi z operacjami plastycznymi oraz zabiegami medycy estetycznej, to od pewnego czasu postanowiła trzymać swoją dorastającą córkę z dala od blasku fleszy. Dlaczego? Zobacz także: Nastoletnia córka Laluny z "Królowych życia" już planuje operacje plastyczne? Gwiazda TTV odpowiedziała Dlaczego córka Laluny nie występuje w "Królowych życia"? Laluna to obok Dagmary Kaźmierskiej i Izabeli Macudzińskiej największa gwiazda "Królowych życia". Nic więc dziwnego, że jej fani nie tylko z napięciem wyczekują kolejnych odcinków z udziałem swojej ulubienicy, ale też bacznie śledzą jej media społecznościowe w nadziei, że kochająca tatuaże i medycynę estetyczką Kasia, zdradzi w sieci coś więcej niż to, co pokazuje na antenie TTV. To właśnie za pośrednictwem jej instagramowego konta dowiedzieliśmy się, jak wyglądają naturalne włosy Laluny , poznaliśmy szczegóły operacji jej brzucha , a nawet dowiedzieliśmy się o stracie jej ojca, przerażającym wypadku samochodowym, z którego Laluna ledwo uszła z życiem , czy o jej chorobie z dzieciństwa. Nic więc dziwnego, że jej fani mają ochotę na więcej i zadają swojej idolce coraz śmielsze pytania. Ostatnio Kasia po raz kolejny postanowiła zorganizować dla swoich fanów instagramowe "Q&A", podczas którego odpowiedziała na najbardziej...
Pierwszym krokiem w poszukiwaniu chłopaka jest poznanie nowych osób. Im więcej osób poznasz, tym większe szanse na znalezienie osoby, która będzie pasować do Ciebie. Rozszerzenie kręgu znajomych. Zaangażuj się w różne działania społeczne, takie jak kluby, organizacje, wolontariat czy zajęcia grupowe. W ten sposób będziesz Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2012-06-28 07:30:02 stefanel Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-05-13 Posty: 12 Temat: zakochałam się na zabój w facetcie, którego widziałam raz w życiuMoja historia jets dziwna. dośc często umawiam się z facetami, jestem osobą która nie angażuje się w znajomości jęlsi nie czuje na pełnego maksa że facet wart jest tego, bym się poświęciła i na całego zakochała, zakochana bylam tak naprawdę tylko raz w życiu.. aż poznałam JEGO. poznalismy się na portalu randkowym na którym zalogowałam się tylko żeby sprawdzić jaką mam na podstawie algorytmow osobowość, inteligencję itp, jednak zagadało do mnie kilku facetów w tym on, rozmawialiśmy kilka miesięcy przez sieć, aż przeprowadziłam sie na studia do jego miasta-wtedy po jakiś 3-4 miesiącach się spotkalismy. ALE ale ale.. jestem osoba która lubi dobrą zabawę, mam dośc rozrywkowe towarzytsko,dlatego tez często byam na różnych imprezach. na jednej z takich imprez poznałam Przemka. Przemek był przytsojny,pieknie zbudowany, bardzo zabawny,z tego co opowiadał miał bardzo trudną sytuację rodzinną ale bardzo swojej rodzinie pomagał..ale jak się póxniej okazało był nieziemskim dupkeim i Tylko dużo mówił. nie brałam związku z nim na powaznie, jednak spotykającsię z kimś praktycznie codziennie przez 6miesiecy możan się mimo wszystko przyzywczaić. wracając do meritum.. był moment, w ktorym miałam ostre spięcie z Przemkiem, strasznie przegiął i nie odzywałam się do ten sam dzień(god why!) umowiłam isę na spotkanie z moim Przyjacielem z Internetu. Nie dośc, że byłam załamana sytuacją z Przemkiem, to jesszcze 2 dni wcześniej dowiediząłam isę że ze zdrowiem bliskiej mi osoby jest bardzo nieciekawie..więc przybita, bardzo spóźniona, strasznie wyglądająca(zrobiłam sobie oczy an pande, miałam wielkie problemy z cera bo zaczęłam brac hormony .......eh) spotkalismy się. zachowywałam się jak napalona, zawstydzona 15latka(mimo że za każdym razem na każdej randce z nowym facetem jestem bardzo wyluzowana i pewna siebie), teraz na każdym kroku, za każdym wypowiediznaym zdaniem łąpałam sie za głowę "co ty młówisz idiotko?? co sie dzieje???". moim zdaniem wypadłam fatalnie. ale spotkanie było magiczne, keidy Go zobaczyłam, poczuąłm że On mógły juz być mój na zawsze.. po spotkaniu zagdałam pierwsza po 2 dniach(Boże co mi odpaliło), miałam wrażenie że facet mnie olewa, jakby zawiódl sie na mnie an żywo czemu sie nie dziwię.. a ja głupia pokazywałam że mi na nim zależy..pooooo cooooo..ogólnie później już praktycznie ze sobą nie romzawialismy. wcale. wczęsnije gadalismy prawie codziennie lub przynajmnej raz na tdyzień, etraz powiediząlm sobie, widocznie tak musiało być.. później dałam drugą szanse Przemkowi, stwerdzilam że nie bedę walczyła o Faceta(Internet),którego tak naprawdę nie znam, bo czy można kogoś poznać dokładnie rozmawiając z nim tylko przez sieć?wątpię. dodatkowo przeglądając to co wstawiał na fejsa, odpychał mnie od siebie każdym swoim ruchem.. ciesyzalm się z 2 strony,przecież chciałam isę uwolnić, Przemek pomógł.. ale Facet Internet odzywał sie do mnie później co jakiś czas. odzywał się, rozmawialismy, później romzawialismy, często odłączają mi neta więc przerywało nam romzoe, odpisyyłama mu a on milczał. i tak w kółko.. z Przemkiem w pewnym momencie już wsyztsko się skończylo, nei chciało mi sie już tego ciągnąć.. w końcu miałam już tez dość takiego ciągania mnie za nos przez faceta z intenretu, bo co on sobie do cholery wyobraża? że będę o nim zapomniała tylko an chwiolkę,on będzie sie przypominał, znowu rozpalał we mnie ten dzinwy pociąg wobec niego?powiedziałam sobie dość. postawiłam sprawę jasno-albo spotkamy się i pogadamy na żywo,albo w ogóle przestańmy gadać. nie lubię pisac z kimś przez internet chyba że nie mam wyboru bo ktoś jest za granicą albo w innym mieście(ale rozmawiac z kims przez sięc jesli meiszka się w tym samym mieście?!?!), wolę rozmawiac na żywo, chcę widziec ludzką mimikę,emocje..nie mam zamiaru zamykać się wpatrując się w ekran laptopa.. do tego wsyztskiego czekając aż jaśnie pan raczy mi odpisać. i teraz moj problem.. myślałam o tym, by troszkę się usprawiedliwić za moje uprzednie zachowanie, ale po co? nie będę pokazywac desperacji ani tego że mi zależy, będę sobą. jednak zastanawiam sie co mu odpowiedziec na pytanie "dlaczego chciałaś się ze mną spotkac? dlaczego wyszłaś z propozycją?" co mam powiedzieć? przeciez nie powiem że czuję że jst wyjątkowy, że mi isę podoba, że tęskniłam....... teraz mam ochotę tylko i wyłąćznie pokazać się zjak najlepszje storny i pokazac że coś straci. że straci mnie, że nie będę pieskiem któego będzie ciągął za nosek.. nie wiem co robić.. może po prostu tylko mam wmówiony w głowie jakis wyimaginowany obraz tego cżłowieka i podświadomie pragnę prawdziweg uczucia bo mam dość zabawy.. jak myslicie, jak to rozegrać? powracając jeszcze do uprzednio wspomnianej formy początku naszje znajomości.. nie mam konta na tym portalu juz bardzo długo, nie potrzbeuję ,ale on ma i wydaje mi ise że on siediz na tej stronie i podrywa wszytskie laski jakie się pokażą, mnie ma za kolejny pionek w gronie tych które "zdobył".. 2 Odpowiedź przez Mussuka 2012-06-28 09:20:03 Mussuka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-07-27 Posty: 11,375 Odp: zakochałam się na zabój w facetcie, którego widziałam raz w życiu masz dysleksje czy klopoty z klawiatura? az oczy mnie rozbolaly po tym tekscie. Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc 3 Odpowiedź przez disti 2012-06-30 10:42:13 disti Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zawód: uczen Zarejestrowany: 2012-05-05 Posty: 176 Wiek: 18 Odp: zakochałam się na zabój w facetcie, którego widziałam raz w życiu do konca nie przeczytalam bo strasznie ciezko mi jak piszesz ,, jęlsi" jak wczesniej Mussuka napisala ze ja oczy bola to prawda nie da sie czasami tego czytac. Ale dobra przechodze do wiem po co piszesz nadal z tych chlopakiem z internetu? Tak jak by dal ci kosza a ty nadal chcesz byc znim? mam tak to rozumiec? I nie wiem dlaczego po 2 dniach zapytalac o bycie razem, postaw sie w jego sytuacji... Jak bys ty to odebrala? tylko ten kto kocha widzi co jest prawdziwe w człowieku..... Książka to 2 przyjaciel człowieka 4 Odpowiedź przez Słonko91 2012-06-30 11:37:53 Słonko91 Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-05-31 Posty: 180 Odp: zakochałam się na zabój w facetcie, którego widziałam raz w życiuFaceci nie lubią nachalnych kobiet, daj sobie na luz jak będzie chciał to sam zaproponuje spotkanie. Zwłaszcza,że widzieliście się tylko raz...nie ma co liczyć na wielką love po pierwszym spotkaniu. Pokaż,że masz swoje życie, po prostu olej go a jak będzie chciał to sam będzie próbował utrzymywać z Tobą kontakt. 5 Odpowiedź przez stefanel 2012-07-01 08:32:21 Ostatnio edytowany przez stefanel (2012-07-01 08:34:01) stefanel Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-05-13 Posty: 12 Odp: zakochałam się na zabój w facetcie, którego widziałam raz w życiuprzepraszam, mam tendencję do mylenia się pisząc na klawiaturze(postaram się teraz nic nie spartaczyć:) ). jak napisała jedna z was, zaproponowałam mu bycie razem.. nie nie zaproponowałam, widocznie wszystko jest napisane tak niewyraźnie, że ciężko zrozumieć to co piszę- nigdy nie zaproponowałam facetowi bycia razem, nigdy tego nie po prostu z definitywną propozycją spotkania. albo się spotkamy albo kończmy te chaotyczne gadki przez internet i smsy-to jest bez sensu. wiem, może to wyglądać tak jakbym byłą pod wielkim ciśnieniem-ale naprawdę nie zamykam się tylko na niego(jak na razie), korzystam z życia, bawię się, oczywiście nie do przesady ale na flirty sobie mój post miał na celu pomoc w obraniu strategii, widzę że potwierdzacie to co chciałam zrobić-olać:) niestety jako że lubie czyste sytuacje i żyje dniem dzisiejszym, jeśli mi na kimś zależy(to jest chore, zależy mi na kimś kogo praktycznie nie znam:/), to nie lubie bawić się w gierki-a niby cię lubię niby nie.. teraz on chce się spotkać, ja mam plan napisac, że już jestem umówiona ze znajomymi(bo jestem), chociaż boli mnie serce bo czuję całą sobą żę CHCĘ go zobaczyć ..jaka ja jestem durna! 6 Odpowiedź przez slonecz22ko 2012-07-01 09:25:16 slonecz22ko Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-28 Posty: 16 Odp: zakochałam się na zabój w facetcie, którego widziałam raz w życiuSzukasz...bawisz sie...wiesz że jestes atrakcyjna i pewna siebie kobietą wiec masz bujne zycie towarzyskie..myśle że boli Cie to że jakiś facet Ci dal "kosza" ...bo takiej jak Ty sie nie olewa...jak już to Ty rozdajesz karty, wybierajac sobie kolejnego faceta...to tylko moje zdanie.. 7 Odpowiedź przez betheone 2012-07-03 18:05:47 betheone Cioteczka Dobra Rada Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-06-13 Posty: 310 Odp: zakochałam się na zabój w facetcie, którego widziałam raz w życiuA moim zdaniem dobrze robi. Każda kobieta powinna czuć się atrakcyjna i rozdawać karty. Nie podoba Ci się? nie odpowiada Ci mój styl życia, charakter, wygląd? To spadaj, będzie inny, milion jest typów na tym świecie. Też nie lubię być ciągana z 'nosek' jak to autorka powiedziała, lubię mieć czarne albo białe , a nie szare nie wiedząc na czym się stoi. Nienawidzę zabaw w kotka i myszkę albo się chcę z kimś spotykać albo nie, a On się bawi chocby nie wiedział do końca czego chce. Jeśli facet nie wie czego chce to po co się Nim interesować żeby potem jakby coś wypaliło mieć niestabilny związek i żyć w świadomości , że jest nieobliczalny i w każdej chwili nawet w najgorzej sytuacji mógłby mnie zostawić? że dziś jest pewien, a za 2 godziny nie? Dziękuję bardzo..:P.. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź . 119 85 72 489 251 208 220 172

jak znaleźć chłopaka którego widziałam raz w życiu